Świąteczny już?

Świąteczny już?

Chyba można nazwac ten konkurs świątecznym gdyż zakończy się on 24 grudnia rano (6:00).

Mam nadzieję, że kilka z Was ucieszy się bardzo i do końca roku dostaniecie prezenty ode mnie

(a jak któraś jak ja święta obchodzi 6-8 stycznia to nawet ten prezent znajdzie pod choinką).

 

My tu gadu gadu, a tu czas leci, a ja muszę iść sprzątać.

 

Więc tak nagrodą jest śliczny naszyjnik widniejący na zdjęciu.

Może, któraś z Was założy go na Sylwestra?

 

Przechodząc zgrabnie do zadania:

 

Budzisz się o poranku i dowiadujesz się nagle, że pozostało Ci 13 minut życia, co robisz?

Z kim się skontaktujesz?

Czy są słowa, które koniecznie musiałabyś komuś powiedzieć?

...

Liczę na Waszą inwencję twórczą i pierwsze odczucia:)

 

A, że to świąteczny konkurs, będą 3 wyróżnienia -

tym dziewczynom wyślę upominki.

 

Życzę powodzenia i wielu świątecznych uśmiechów:)

 

Nie zapomnijcie podać adresów mail w komenatrzach konkursowych:)

 

Będzie  mi bardzo miło gdy polubicie też Kobiecemysli na Facebooku

 

Nagdrody będą wysyłane TYLKO na terenie kraju!

8 komentarzy

  • m

    moniula

    Odpowiedź

    Wtedy wstaję, idę do pracy do swoich kochanych dzieci i spędzam z nimi te ostatnie 13 minut, gdyż one dają mi taką radość i satysfakcję z tego co robię na codzień i właśnie z nimi na pewno chciałabym spędzić te ostatnie 13 minut życia. Przeczytałabym im bajkę, co zawsze uwielbiają jak im czytam i zatańczyłabym z nimi ulubiony taniec "Swing w uliczce".

  • P

    Pastelle

    Odpowiedź

    Obudziłam się dzisiejszego ranka i zdałam sobie sprawę, że coś się zmieniło...Najpierw nie wiedziałam co to. Kilka minut miotałam się w myślach, próbując odnaleźć sens tego co się stało. Kiedy wreszcie zorientowałam się co się stało, przebudzenie było gorzkie i brutalne. Pokój zawirował i w pewnej chwili myślałam, że na nic nie mam już czasu, że została mi tylko pustka i zimna samotność. Przetarłam dłonią oczy i wzięłam głęboki wdech. Jeden...Drugi...Już lepiej. A więc to jeszcze nie teraz...Spojrzałam ukradkiem na czerwone cyfry elektronicznego zegarka...7:02...13 minut...Co można zrobić w 13 minut? Przygotować tosta z dżemem, a może wziąć prysznic i umalować się na szybko? Ten pryszcz na czole nie będzie się najlepiej prezentował...Myśli kłębiły się w mojej głowie, tocząc między sobą bitwę o pierwszeństwo. 7:04, czas płynie nieubłaganie, a ja nie mogę się na nic zdecydować. Wszystkie pomysły wydają się głupie i bezsensowne. Tak ma wyglądać śmierć? Po co mi były te długie lata starań, jeżeli teraz to wszystko przestało mieć znaczenie... 7:06, łzy cisną mi się do oczu, ale zaciskam gardło i nie poddaję się emocjom. Przecież twarda baba ze mnie, nie wypada płakać. Spojrzałam za okno. Promienie słońca połaskotały mnie po policzku. Czy choć jedna osoba zauważy, że nie odebrałam dzisiejszej poczty i nie wyniosłam śmieci? Może jeszcze zdążę... Nie, dość życia na pokaz, przynajmniej w tych ostatnich chwilach mogłabym się nie przejmować, co o mnie pomyślą inni - 7:08. W końcu postanowiłam wstać z łóżka. Wrzuciłam na siebie wczorajsze ubranie i zajrzałam do pokoju obok. Dzieci smacznie spały, uśmiechając się przez sen. Nie mogłam dłużej powstrzymywać łez. Popłynęły gorącą strużką po twarzy. Tak wiele mogłam jeszcze zrobić, a mam zaledwie... Spojrzałam na zegarek - 7:10 - zaledwie 5 minut. Zmarnowałam całe życie, wydawało mi się, że mam jeszcze czas na wszystko... 5 minut... cholerne 5 minut życia i pustka w głowie. Spod sterty wczorajszych gazet wygrzebałam telefon. Głupie, małe pudełko. Ostatnio tylko przez nie rozmawiałam z bliskimi, tłumacząc się, że na odwiedziny nie mam czasu. Wystukałam na szybko numer... Halo? Mama? Mamo...Chciałam Ci powiedzieć...Dawno Ci tego nie mówiłam...Może wcale...Mamo, kocham Cię... Coś przerwało nagle połączenie... Znów zapomniałam naładować baterię. 7:13. Jeszcze raz spojrzałam na moje dzieci. Niech śpią. Są takie piękne... Pogłaskałam je lekko po główkach, aby nie przeszkodzić im we śnie. W tej chwili zatrzeszczał zamek w drzwiach i stanął w nich mój mąż. Wpadłam w jego ramiona, wtuliłam się tak mocno, że aż zabrakło mi tchu. Trwaliśmy w tym uścisku jakąś chwilę. Wydawało mi się nawet, że czas się zatrzymał... 7:15. Poczułam ciepły pocałunek na ustach. Niczego więcej w tej chwili nie pragnęłam. Zapadając się powoli w mrok czułam, że głaszcze mnie po głowie. Wyszeptałam cicho - Kocham Cię, kiedyś znów Cię odnajdę...

  • I

    IS77

    Odpowiedź

    13 minut to zdecydowanie za mało!!! Mam nadzieję, ze w prawdziwym życiu nie będę zmuszona do takich wyborów i decyzji - i że będę mogła spokojnie się z każdym pożegnać. Odpowiadając na pytanie muszę jednak rzec, ze 13 minut dzielę na kilka osób i kontaktuję się przede wszystkim z: - moją córką To znajduje się poza wszelkimi dyskusjami i wątpliwościami. Musze jej rzec, ze ją kocham i będę nad nią czuwać z nieba! - ojcem mojej córki - wydobywając z niego przyrzeczenie, ze solennie się nią zajmie, - moją Mamą - by podziękować jej za trud włożony w moje wychowanie, - moją szefową - by przekazać jej ostatnie, niezmiernie istotne sprawy zawodowe :) Na resztę osób nie starczy mi czasu. I już żałuję, ze z nimi nie mogę się pożegnać. Mam jednak nadzieję, ze niebiosa pozwolą mi czasem opuścić swoje lokum, bym pod postacią ducha odwiedziła wszystkich moich bliskich i pożegnała się z nimi po "fakcie" czyli po mojej śmierci.

  • Z

    Zosia

    Odpowiedź

    O tym, że pozostało mi 13 minut życia, powiem tylko siostrze. Ten kto wie, jak to jest mieć w życiu drugą połówkę pomarańczy i takie porozumienie z sisterką, wie wszystko. Koniecznie muszę zobaczyć jeszcze syna i wnuka, pewnie przez laptopa, bo mieszkają w innym mieście. To moje dwie kolejne miłości wzajemne, może dlatego nie powiem im, że to nasze ostatnie "zobaczenie" Tylko utrwalę w pamięci tę chwilę. Przytulę ulubioną kociczkę i właśnie minęło 13 minut.

  • a

    artemia

    Odpowiedź

    Obudziłabym męża czułym pocałunkiem, poszłabym do pokoju dzieciaków, przytuliłabym się do tych słodkich, pachnących ciałek, wtulałabym się w nie kurczliwie. Potem obudziłabym córkę i synka, wzięłabym ich w ramiona i trzymając męża za rękę powiedziałabym jak mocno ich kocham i zawsze ich będę mieć głęboko w sercu. Następnie zadzwoniłabym do o mamy i podziękowała za wszystko co dla mnie zrobiła oraz poprosiłabym, by zaopiekowała się moimi dziećmi i mężem, po tych trudnych chwilach które ich czekają. I złożyłabym pocałunki na cudownych pachnących snem małych główkach a następnie pocałowałabym męża i odpłynęła powoli na drugą stronę mówiąc, że są dla mnie najważniejsi i że się będę nimi opiekować....

  • s

    sticzusia

    Odpowiedź

    Chciałabym założyć ulubioną sukienkę, usta musnąć meksykańską czerwienią, rozpuścić włosy. Wyjść z domu jak gdyby nigdy nic, popatrzeć na zielone drzewa, pochodzić boso po trawie, poczuć delikatny wiatr, pomrużyć oczy od promieni słońca. Zjadłabym jabłko.. pewnie najsłodsze i najbardziej soczyste jak dotąd. Pomyślałabym o rodzicach, o rodzeństwie i ich uroczych dzieciach. Zamarzyłabym o miłości, tej najbliższej i jedynej. I pewnie bym zapłakała, że już wszystko za mną.

  • M

    Magdalena Hanna

    Odpowiedź

    A ja się pytam czemu te 13 minut miałoby być inne niż minuty które już wykorzystałam?! sztuka polega na tym by maksymalnie wykorzystać każdą chwilę! Niczego nie przekładać na później, nie rezygnować z żadnego marzenia, zawsze mówić bliskim to co chcemy im powiedzieć. Tak właśnie staram się żyć. Dlatego gdybym miała za chwilę umrzeć po prostu wyszłabym z psem na spacer by po raz ostatni podziwiać otaczający mnie świat.

  • c

    catharina

    Odpowiedź

    Cóż można zrobić w ciągu 13 minut jakie pozostały do końca życia? To tak niewiele czasu i pewnie najpierw przeżyłabym szok, niedowierzanie, a może złość, że w jednej chwili ma runąć to co budowałam całe życie. Że nie dokończę tak wielu ważnych spraw zawodowych, że nie zobaczę moich dzieci - dorosłych już, ale nadal zwracających się do mnie "Mamusiu kochana..." Mam nie zobaczyć czarującego uśmiechu i kręconych blond włosków mojej wnuczki Natalii, utalentowanej 6-latki, która mimo młodego wieku występuje już w balecie i na której przedstawieniu "Kopciuszek" dopiero co byłam w teatrze? Cóż mogę im powiedzieć, co przekazać??? Sądzę, że nigdzie bym nie dzwoniła, bo niemożliwością jest przekazanie cisnących się na usta słów dlaczego w tak krótkim czasie. Zresztą łzy i dławienie w gardle nie pozwoliłyby na powiedzenie czegokolwiek. Napisałabym własnoręcznie tylko kilka zdań: " NIE ZNAM SŁÓW KTÓRE UKOJĄ ZRANIONE BÓLEM SERCE, BÓG TAK CHCIAŁ WIĘC NIE MOGĘ SIĘ Z NIM LICYTOWAĆ. ZAPAMIĘTAJCIE MNIE TAKĄ JAKĄ BYŁAM WESOŁĄ I UŚMIECHNIĘTĄ, SZCZERĄ I KOCHAJĄCĄ CAŁYM SERCEM WAS A NAWET TRUDNĄ MŁODZIEŻ, KTÓRĄ RATOWAŁAM PRZED CAŁKOWITYM UPADKIEM. SZANUJCIE SIĘ, KOCHAJCIE A JA BĘDĘ NADAL CZUWAĆ NAD WAMI, CHOĆ JUŻ NIECO INACZEJ. ZACHOWAJCIE W PAMIĘCI NASZE WSPÓLNE NAJPIĘKNIEJSZE CHWILE A POMOGĄ WAM W TYM TE NAJCENNIEJSZE FOTOGRAFIE Z NASZYCH RODZINNYCH LAT. KOCHAM WAS". Wokół listu porozkładałabym zdjęcia na których uwiecznione są najpiękniejsze momenty życia, pełne radości, bo tylko takie chwile są warte zapamiętania.

Zostaw swój Komentarz