Chemia, reżyseria Bartosz Prokopowicz

Chemia, reżyseria Bartosz Prokopowicz

74 miesiące po ślubie.

Taką miesięcznice mieliśmy z Mężem w środę.

Wybraliśmy się do kina.

Na "Chemię".

 

Oczekiwania ogromne.

Znając historię Magdy Prokopowicz inne nie mogły być.

Reżyserem sam zainteresowany.

 

I tak popłakałam się.

Jednak czy można ten film nazwać historią miłosną?

 

 

Dla mnie miłość sprowadzona do nicości,

samotności i ...jednym słowem spłycona do maksimum.

 

Choroba.

Gra razem z aktorami najlepsze skrzypce w tym filmie.

Zagrać lepiej nie można było

(tu brawa dla Agnieszki Żulewskiej i Tomasza Schuchardta)!

 

Jakiś czas temu obejrzałam dokument o Magdzie i Bartku Prokopowiczach i wzruszyłam się.

Teraz wzruszyła mnie choroba,

a miłość ze złościła.

 

Wiem, że to nie biograficzny film,

to tylko "coś" inspirowane prawdziwą historią,

ale może warto było się dłużej nad tym zastanowić,

może trzeba było poczekać,

albo może ktoś inny powinien zająć się reżyserią tego filmu?

 

Piękne zdjęcia, słabo dobrana muzyka przez większość czasu

("take me to church" hozier - pięknie! ),

uczucia w tym filmie dotyczą choroby i wszystkiego co z nią związane!

To nie jest (według mnie) film o miłości.

 

O poświęceniu, o "zaszywaniu" samotności, ale nie o miłości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1 komentarz

Zostaw swój Komentarz