Zdrowie psychiczne matki po pierwszym roku macierzyństwa

Zdrowie psychiczne matki po pierwszym roku macierzyństwa

 

 

W pierwsze urodziny Irminki

dostaliśmy z P. dużo życzeń dla Inki,

ale też gratulację, że nadal jesteśmy razem i nie oszaleliśmy.

 

I te gratulacje rozczuliły mnie najbardziej...

....ale od początku.

Ina była zaplanowanym dzieckiem.

Przegadaliśmy wiele nocy o tym jak będzie ciężko,

ale gdy 17 maja 2017 roku przyszła na świat

zmieniła wszystko.

Plan porodu został na półce na sali porodowej

z której mnie zabrano abym urodziła poprzez cesarskie cięcie.

Karmienie piersią okazało się wejściem na mój własny Mont Everest,

które na szczęście trwało 7 miesięcy.

Już na początku były kolki i taki płacz dziecka jakiego nigdy nie słyszałam

(choć przez kilka lat byłam opiekunką do dzieci

i posiadam cudowną ale także charakterną Bratanicę).

Płacz, który budził poczucie winy,

który nakazywał wręcz myślenie o tym, że jestem złą matką.

Nie pomagała dieta, techniki karmienia, techniki noszenia,

termofor z pestek wiśni, masaż,

stos polecanych preparatów, który miał zadziałać,

a nie działał ani na chwilę,

nawet picie coli, polecanej przez znajomą pielęgniarkę,

nie przyniosło ulgi.

Pomógł jedynie czas.

Po 3 miesiącach kolki ustały jak ręką odjął.

Po prostu pewnego dnia przestała płakać i zwijać się z bólu

(jak dobrze, że nikt z nas nie pamięta tego -swojego-  okresu).

Między czasie zapalenie uszu od refluksu.

i zaraz skok w ząbkowanie,

które do 11 miesiąca nie było drastyczne

(pierwsze 4 zęby szły pojedynczo)

dopiero wtedy szły 4 zęby na raz i Inusia miała 38,5 stopni gorączki.

Doszła do tego pozostałość po małżowinie usznej u mojej córci

i faktycznie pierwsze diagnozy mogły doprowadzić do zawału serca.

 

***

Jednak ten rok to nie tylko płacz, białe fartuchy

(ostatecznie żadnej wizyty w szpitalu nie było!),

przewijanie, gotowanie ...,

ale to także pierwszy wspaniały uśmiech,

pierwszy chwyt palca, pierwsze przytulanie i całowanie.

Samodzielne siadanie, pierwszy krok i pierwsze słowa.

Ten rok to miłość.

Miłość do nowej istoty w tym najmniejszym państwie świata,

które tworzyłam z Ukochanym,

miłość do siebie i miłość do partnera.

Miłość, której nie znaliśmy pomimo 11 lat razem

(w sierpniu minie 12 rok).

 

Pierwsze 3 miesiące były mega hard dla całej naszej trójki

Gdyby nie cierpliwość i wsparcie mojego Męża

to pewnie moglibyśmy ogłosić upadłość tego swojego państwa.

To kolejna lekcja dla nas.

To kolejna próba, którą przetrwaliśmy i jesteśmy jeszcze bardziej silni.

 

 

 

Myślę, że macierzyństwo to miłość i czas, który płynie za szybko.

Nie zdążysz ogarnąć jednego etapu a już przychodzi następny.

To nowa rola, która uczy pokory,

cierpliwości i nowego spojrzenia na świat, który przecież znasz od tylu lat

(ja urodziłam Inę dwa miesiące przed swoimi 30 urodzinami).

 

Po pół roku na macierzyńskim potrzebowałam ludzi.

Spotkań, rozmów.

Założyłam osiedlową grupę dzięki której poznałam kilka fantastycznych mam.

Dzięki nim ten czas był spokojniejszy i pełen nadziei na lepsze,

które przyszło.

 

 

 

Moja psychika jest w dobrej formie, biorąc pod uwagę ten cały rok.

Jednak nie zamieniłabym Inki na noworodka 

(cytując "jak będzie chodzić zatęsknisz za noworodkiem")

i wiem, że świadomie na drugie dziecko się nie zdecyduję!

Cytując mojego Męża:

"Jak ktoś ma jedno dziecko, tzn., że ma już dużo dzieci"

 

 

 

 

Kilka faktów:

17 maj 2017 - narodziny Irminy

(52 cm, 2980g)

23.10 2017 - pierwsze "tata"

25.11.2017 - Inka sama usiadła

24.12.2017 - pierwszy raz stanęła

19.01.2018 - pierwszy ząbek

17.03.2018 - pierwsze kroki

17.05.2018 - pierwsze urodziny

 

 

 

 

 A czy Ty pamiętasz jak wygladał Twój pierwszy rok z dzieckiem?

Co czułaś?

 

Zostaw swój Komentarz