Tydzień karmienia piersią, słowo na dzień ostatni.

Tydzień karmienia piersią, słowo na dzień ostatni.

To miał być inny wpis.
 O macierzyństwie ale jednak inny.
Do napisania o tym skłonił mnie Tydzień Karmienia Piersią i instagram Bohosiewicz.
Pamiętam że jeszcze w ciąży byłam przekonana że karmić będę piersią. Tylko piersią.

Gdy urodziłam (niestety(!) cesarskie cięcie) przystawiono mi dziecko do piersi ale ssanie nie nastąpiło.
Płaskie sutki. Ratunkiem miały okazać się nakładki. Nie miało dla mnie znaczenia jak, miałam karmić piersią!
Przecież to najlepsze dla dziecka i dla mnie.

Niestety moja Ina pić mojego mleka nie chciała nawet przez nakładkę (kto wymyślił tak duże nakładki dla noworodków?).
Zresztą pić do duże słowo, bo mleka w moich piersiach nie było!

 Płakała ona i płakałam ja.

Ona z głodu, ja z bezsilności (coś musi być ze mną nie tak skoro dziecko nie chce się przystawić, skoro nie mam mleka;

nie docierały tłumaczenia, że po cesarce to normalne)...

Podano buteleczkę (dosłownie taką malutką buteleczkę) a ja nakarmilam dziecko, płacząc dalej.
Do domu wyszłam w drugiej dobie od porodu a mleka jak nie było, tak nie było.

Próbowałam pobudzić laktację laktatorem, na sucho. Laktator ciągnął ale zupełnie nic nie leciało.
Sutki bolały, ale to nawet nie był jakiś straszny ból, większe było zażenowanie że tego pokarmu nie ma.

Po 4 dniach pojawiły się pierwsze mililitry, co to byłą za radość! Jednak szybko minęła bo nie było komu pić tych mililitrów...
 Po 7 dniach miałam spotkanie z doradcą laktacyjnym, na którym kobietka przystawiła mi córkę do piersi z nakładką.
Jakie było moje zdziwienie i zadowolenie gdy mi się to udało! Wręcz pękałam z dumy. Po powrocie do domu nie było już tak pięknie! Ina nie chciała ssać piersi przez nakładke (o nagiej piersi nawet nie marzyłam) mimo że cały czas robiłam to tak samo jak u doradcy. Mijały dni a ja byłam coraz bardziej zrozpaczona (spotkanie z doradcą miałam po 2 tygodniach od poprzedniego). Zdążyłam powiedzieć mężowi że ja chyba karmić już nie będę piersią, że przepraszam, że nie umiem…

Rozumiał, do niczego nie zmuszał i cały czas powtarzał że mleko mamy ważne ale wszyscy mamy być szczęśliwi.


Nie wszyscy wokół byli tak wyrozumiali...


 26 maja Ineczka zrobiła mi prezent i przystawiła się trzy razy tego dnia .
Myślałam, że to już, że się udało, że będę karmiła piersią.
Niestety moje dziecko tak chojne nie było i do następnej wizyty u doradcy ssało moją pierś dosłownie kilka razy.

Codziennie przystawialam do piersi swoją Maleńką córeczkę i zaraz potem musiałam ściągnąć te 20-50ml z obu piersi;
z których moja Kruszyna jeść nie chciała.

Płakałam (co oczywiście w niczym nie pomagało, czy wiesz że spokój matki udziela się dziecku?), byłam nieszczęśliwa.


Druga wizyta u doradcy była bardziej dołująca, bo jakby lepiej nie było.
Nawet dla doradcy przystawienie Małej nie poszło tak prosto jak poprzednio,
próba nakarmienia jej była trudniejsza, trwała dłużej i nie obyla się bez krzyku.
Gdy wróciliśmy do domu powiedziałam, że ja nie dam rady, że wiem, że dobrą matką nie jestem ale nie mam już sił (cały czas- od drugiego tygodnia Irminki - walczyliśmy z kolkami) ale, że będę odciągała jej mleko i co jakiś czas przystawię.
I Maleńka po kiku dniach zaczęła regularnie ssać (prawdopodobnie "dorosła" do nakładki), ale okazało się, że brakuje pokarmu.
Cały czas przystawiałam, Inka płakała, bo się nie nadajadała,
więc po krzyku dawaliśmy jej butelkę bo wszyscy byliśmy już zmęczeni.


...a ja cały czas nie mogłam odpuścić.
Pogodzić się z tym co mam i, że to musi wystarczyć.
Walczyłam, cały czas walczyłam.


Doszłam do momentu w którym karmię piersią przez nakładkę.
Karmię cały dzień a na noc daję butlę.
To jest system który zaakceptowałyśmy obie
(choć czy kiedyś przestanie dręczyć mnie myśl, że mogłam zrobić więcej?).


Cieszę się, że chociaż tyle mogę jej dać, jednak nie mam ochoty słuchać tego jakie karmienie piersią jest naturalne;
skoro jest to czemu tyle kobiet nie karmi piersią a chciałyby? (dopiero teraz dowiaduję się jak wiele jest takich kobiet).

Nie mam ochoty sluchać, że instynktownie powinnam wiedzieć jak piersią nakarmić dziecko,
bo kocham przeogromnie swój Skarb maleńki ale nie udało sie nam zgrać ze sobą od pierwszej chwili.


Mam dość nagonki na kobiety, którą karmią inaczej niż naturalnie
(przecież ja cały czas karmię sztucznie; nie zmienia to nic, że karmię 6 na 7 razy piersią;
nie, nie próbuj zmieniać mojego systemu karmienia; nie, nie mów mi, że mogę lepiej...).


Tak, pokarm z piersi jest najlepszy.
Tak, karmienie piersią trzeba promować.
Nie dla nękania kobiet za to, że nie mogą (czy nie chcą) karmić piersią.
Nie dla wmawiania im, że są złymi matkami!

Pamiętajmy, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko,
a jak matkę dopadnie depresja to dziecko na tym ucierpli jeszcze bardziej niż gdy dostanie butelkę!

 

Jeżeli chcesz / możesz to karm bo to piękne doświadczenie
i ja bym tego nie zmieniła na nic innego!

Jednak to co najważniejsze,
czego potrzebuje od Ciebie Twoje Maleńtwo to miłość!

Zostaw swój Komentarz